Monika i roztańczony Paryż.
06październik
2008
Przemysław Wereszczyński
Kategoria: artykuły
zobacz inne wpisy autora
Na początek wciagający wywiad z Moniką Grzelak i jej wrażeń z pobytu w Paryżu. Mam nadzieję, że nie jeden z nas nabierze ochoty na taką taneczną przygodę w jednym z najlepszych na świecie tanecznych miast nowojorskiego mambo, street i latin jazzu. Zapraszam...
Wakacje za nami. Widzę, że jesteś pełna entuzjazmu. Co jest jego powodem?
Chciałam podzielić się moimi wrażeniami z pobytu w Paryżu. Być może część z Was odwiedziła to piękne miasto, poczuła jego magię czy spróbowała lokalnej kuchni. Tym, co mnie skłoniło do wyjazdu była nie tylko atmosfera, ale przede wszystkim Studio Tańca Harmonic. Po inspirację i nowe techniki przyjeżdżają tu najlepsi tancerze z całej Europy. Niewątpliwie szkoła ta poziomem dorównuje Broadway Dance Center w Nowym Jorku, gdzie miałam okazję szkolić się w 2006 roku. Wraz z Przemkiem trenowaliśmy wtedy pod okiem Frankie’go Martineza, mistrza mambo.
A co działo się w tym roku?
MG: Tegoroczny lipiec upłynął pod znakiem oczywiście salsy oraz jazzu. Zawód tancerza wymaga udziału w różnorodnych warsztatach. Dla mnie całoroczna praca to pasja, od jakiej nie chcę odpocząć nawet podczas urlopu. Tym bardziej cieszę się, że mogłam skupić się na doskonaleniu techniki jazzowej, bo bardzo mnie ona fascynuje, a nie zawsze – ze względu na inne projekty – mogłam poświęcić jej tyle czasu, ile bym chciała.
Jakie zajęcia spodobały Ci się najbardziej?
MG: Ważne jest to, żeby cały czas się rozwijać, wzbogacać o nową wiedzę
i ugruntować tę, którą już się posiada. Kontakt z różnymi instruktorami daje taką możliwość. Pokazuje nowe oblicze ruchu, a przede wszystkim wielość jego interpretacji. Dlatego w paryskim Harmonic szczególnie zainteresowały mnie lekcje Lionel’a Amadota, a modern jazz w jego wydaniu po prostu urzekł. Powiem krótko: bardzo charyzmatyczna postać i dobry trener, który ciekawie wplata elementy afro do swoich choreografii. Inspirującym doświadczeniem okazała się także praca z Thierry Verger’em. Wzbudził moje uznanie głównie ze względu na odwagę w łączeniu dość nietypowych gatunków, na przykład jazzu
z muzyką techno!
Co jeszcze robiłaś w Paryżu?
MG: Choć pobyt był intensywny pod względem warsztatów, zdarzały się też spokojniejsze momenty. Mam na myśli poranki z kawą, kiedy siadałam przy recepcji
z widokiem na trzy sale treningowe równocześnie. Chyba dopiero wtedy gromadziłam energię potrzebną do całodziennej sesji treningowej. A gdzie ją traciłam? Jak nietrudno się domyślić, podczas wieczornego salsowania na świeżym powietrzu. Muszę Wam powiedzieć, że wśród wszystkich klubów nad Sekwaną, jakie zdążyłam odwiedzić, moim ulubionym stał się Barrio Latino, gdzie Muaz – znany tancerz z Paryża, przedstawił mnie tamtejszym Salseros.
Jak podsumowujesz wyjazd?
MG: Bardzo się cieszę, że treningi nad doskonaleniem techniki udało mi się połączyć
z przyjemnością czerpaną ze spontanicznego tańca pod paryskim niebem. Z pewnością doświadczenia te wykorzystam przy tworzeniu autorskich projektów, a o swoich wakacyjnych wojażach będę pamiętać szczególnie długo.
(AU)
brak komentarzy do tego wpisu